sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 36



*Oczami Harrego*


             Zima nigdy nie wpływała na mnie korzystnie. Ciągła szarówa za oknem i zimno chyba na nikogo dobrze nie działa. Ostatnio czułem się, jakby na moje barki spłynęły problemy całego świata. Nie miałem ochoty wychodzić z własnego pokoju. Miałem ochotę leżeć na łóżku, założyć słuchawki i słuchać dobrego, starego rocka na tyle głośno, bym mógł się skupić na wyłapywaniu nawet drobnych drgnięć gitary elektrycznej.

I'm talking loud, not saying much
I'm criticized, but all your bullets ricochet
you shoot me down, but I get up



          Chciałem się odciąć od tego, co było poza moim pokojem, domem. Wchłaniałem negatywne, depresyjne uczucia osób, które nie były mi nawet szczególnie bliskie. Wiem, że nie zaprowadzi mnie to do niczego dobrego, ale nie potrafiłem przestać wpadać w tą melancholię. Nagle cały świat wydawał mi się zły, niebezpieczny. Gdzie do cholery podziały się czasy dzieciństwa, a największym zmartwieniem w czasie było, czy pójść na boisko pograć w nogę?
            Leżąc na łóżku spoglądałem za okno, gdzie delikatnie prószył śnieg, a wiatr powodował, że płatki śniegu wirowały we wszystkie strony.  Chłopacy wpadali do mnie do pokoju, co jakiś czas przynosząc coś do zjedzenia i widziałem w ich oczach troskę o mnie. Bali się widziałem to, ale to uczucie buło silniejsze ode mnie. Czasem wydaje mi się, że mam jakąś depresje dwubiegunową, bo w jednej sekundzie potrafię się śmiać z byle czego, a w kolejnej uronić łzę. Zawsze uważałem, że to śmieszne, jak standardowo ludzie oceniają mężczyzn. Powinni być twardzi, nie mówić o swoich uczuciach. Taki chodzący testosteron na nogach. A tym czasem ja zawsze łamałem konwenanse. Moimi przyjaciółmi najczęściej były dziewczyny, płakałem na filmach, mówiłem dziewczynie, która mi się podobała, co do niej czuje. Uważałem, że po prostu tak trzeba, tak mi mama mówiła. Nie wiem czy to wynika z tego, że wychowywałem się z mamą i siostrą?
  - Tak dalej być nie może Harry.- powiedział Louis. Nawet nie zauważyłem kiedy wszedł do mojego pokoju.- Siedzisz tutaj całymi dniami, nie gadasz z nami. Co się dzieje?- spojrzał na mnie tym wzrokiem, co reszta przez ostatnie kilka dni.
- Nic się nie dzieje.- powiedziałem nie patrząc już na niego. Tylko jak miałem w zwyczaju w okno.- Zupełnie nic.
-Mi to nie wygląda na nic.-dodał pasiasty. Nie doczekał się żadnej reakcji, dlatego westchnął. Popatrzył na mnie i wyszedł.


*Perspektywa Mariki*


         Między mną a Louisem układało się wręcz idealnie. Uwielbiałam patrzeć na niego, jak się wygłupia, ale widziałam, że ma też tą wrażliwa stronę, której nie bał się pokazać. Miesiące za nami, a się czułam jak jakaś księżniczka na wieży, która w końcu spotkała swojego księcia z bajki. Jeżeli ludzie całe życie nie spędzają na szukaniu miłości, to jaki jest sens naszej egzystencji. Ktoś kto przez całe swoje długie życie nie zaznał miłości jest pusty w środku. Wolę być młoda, ale doznać tego najlepszego i nieograniczonego niczym uczucia i umrzeć szczęśliwą.
         Dzisiaj chłopacy mieli jakieś próby w związku z wydaniem nowej płyty i trasa koncertową, więc zostałam w ich kompleksie sama. Nudziło mi się niemiłosiernie. Chodziłam z pomieszczenia do pomieszczenia. W końcu wpadłam na genialny pomysł, że zrobię Louisowi jakiś żart. W końcu musiałam mu się odpłacić za te wszystkie wygłupy. Nie miała jednak pojęcia, co by to miało być. Weszłam w przeglądarkę internetową, ale mimo, że było tam wiele pomysłów nic nie przypadło mi do gustu. Tak się wciągnęłam, że nawet nie zorientowałam się, jak późno się zrobiło. Z transu poszukiwań wyrwał mnie hałas na dole, więc domyśliłam się, że ekipa wróciła z prób.
         Lekko zrezygnowana zeszłam na dół, bo zależało mi na wkręceniu mojego chłopaka. Kiedy już zeszłam i zobaczyłam, jak chłopacy zaczęli się kłócić o to, kto pierwszy zagra w fifę na x boxie, olśniło mnie. Mój plan był okrutny.
         Weszłam do wypełnionymi krzykami salonu z ponura miną. Zobaczył mnie Louis i podszedł przytulając mnie. Pocałował mnie we włosy i już chciał coś powiedzieć, kiedy zobaczył moją minę.
- Co się stało Marika?- miał wystraszoną minę.- No dziewczyno wykrztuś to z siebie, bo oszaleje.- dodał już na serio wystraszony.

- Louis, bo ja wiesz, że ja biorę te tabletki. No wiesz.- specjalnie nie dokończyłam na co. Zdałam sobie sprawę, że reszta się uspokoiła i przysłuchuje się naszej rozmowie.
- Jakie tabletki?- nie bardzo rozumiał.
- No antykoncepcyjne. Ale wiesz, że nie są one w 100 % skuteczne.- spuściłam głowę, choć w głębi ducha nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.- Wiesz to prawda? Zdaje się, że ja należę to tych wyjątków.- dodałam udając zakłopotanie.
- Wiem, ale co chcesz mi przez to powiedzieć?- chwilę się zamyślił.- Jesteś w ciąży?!- jego oczy zrobiły się wielkości spodków.- Ale jesteś pewna? Robiłaś test? Musze pogadać z mamą, czy zna jakiegoś dobrego specjalistę. Może znajdzie dla nas jakiś szybki termin.- zaczął mówić tak szybko, że połowa zdań była nie do zrozumienia. Chwycił telefon i zaczął w nim coś uparcie szukać.- Wszystko będzie dobrze. Będę tatą, ale tyle rzeczy muszę zrobić. Kupić łóżeczko, pomalować pokój dla dziecka. Ale jaki kolor? Bo nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka. Tyle pracy!- obłęd w jego oczach był nie do opisania.

- Hahahahaha.- nie wytrzymałam, to było tak komiczne, że już po chwili brzuch mnie rozbolał od śmiania. Chłopacy patrzyli na mnie, jakbym to ja teraz przezywała jakiś szok.
- Czemu się tak śmiejesz. Tu nie ma nic do śmiechu. Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile rzeczy potrzebuje małe dziecko. Moje siostry to…- nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Louis nie jestem w ciąży. Chciałam tylko zobaczyć jaka będzie Twoja reakcja. Aż się boje pomyśleć, co by było jakbym rzeczywiście była w niej i miała bym rodzić.- teatralnie machnęłam ręką po czole, jakbym strzepywała z niego pot.
- Marika nie żyjesz! Radzę ci uciekać i zamknąć się w pokoju i długo z niego nie wychodzić, bo jak wyjdziesz to wtedy już na pewno zrobię Ci to dziecko!- rzucił pasiasty, a ja na serio się wystraszyłam i uciekłam do sypialni.

_________________________________________________

Witajcie z nowym rozdziałem. jest on dla mnie bardzo wyjątkowy szczególnie część Harrego. Jest to związane z ostatnimi wydarzeniami w moim życiu. Dlatego jeśli chcecie go skomentować proszę przemyślcie, co chcecie napisać. Dedykuje ten rozdział Szymonowi i Dawidowi [*], dla których życie na tym świecie skończyło się zdecydowanie zbyt szybko.

pozdrawiam Was Shatzi
 

3 komentarze:

  1. hej, na live-truth-love.blogspot.com pojawił się nowy rozdział z perspektywy Molly. dopiero zaczynamy, więc jeśli nas nie czytasz to serdecznie cię zapraszam, zaobserwuj, wyraź własną opinię, pozdrawiam - effy

    OdpowiedzUsuń
  2. Na prawdę postarałaś się i moim zdaniem ten rozdzaiał jest jedny z najlepszych, które napisałaś. Część z Harrym była smutna, ale za to część z Mariką potrafiała rozbawić. Czekam na następny i myślę, że będzie jeszcze lepszy od tego.

    OdpowiedzUsuń
  3. przepraszam za spam.
    http://hope-love-truth.blogspot.com/ to mój nowy blog, zapraszam dopiero jest przedstawienie bohaterek ;) Zaczęcam do czytania i komentowania ^^


    całkiem fajny blog ;) niedługo wezmę się za czytanie od początku, to dam znać co i jak <3

    OdpowiedzUsuń